Prowansja.

18.06.2016 – 21.06.2016

To już nasza ostatnia wycieczka z okazyjnie kupionych biletów na TGV..

Z czterech dni, dwa były naprawdę intensywne i pełne pięknych widoków.Pierwszy dzień to głównie podróż pociągiem z Paryża do Avignon, wypożyczenia auta i zakwaterowanie w naszym uroczym airbnb, a ostatni to leniuchowanie w Avignonie 😉
Ale zacznijmy po kolei!

Dzień 1.

Sobota. Pociąg mamy w południe, wiec nieśpiesznie konsumujemy poranne śniadanie i pakujemy nasze plecaki. Tym razem na podróż przygotowujemy zdrowe przekąski, tj. truskawki, czereśnie oraz na szybko pokrojone i obrane marchewki i rzodkiewki 🙂 Mniam.

Standardowo pociąg mamy z Gare du Lyon, gdzie dostajemy się od nas z mieszkania w 30 minut. A w niecałe 3h jesteśmy na miejscu w Avignon. Nie opuszczamy jednak terenu dworca. Odbieramy wypożyczony samochód, wklepujemy adres naszego noclegu w GPSie na google maps 😉 i jedziemy przed siebie! 🙂 Po drodze wstępujemy tylko do supermarketu po małe zakupy na kolację, gdyż będziemy mieszkać w małej wiosce gdzie o sklep trudno. Zaopatrujemy się między innymi w popularne tutaj pasty oliwkowe na tapasy, czy podroby „papieskie” ( w Avignonie jest pałac papieski stąd też i ich nazwa 😉 )) oraz madaleiny na śniadanko 🙂 ❤

Nasze mieszkanko jest wymarzone! ❤
Z klimatycznym ogrodem i widokiem na prowansalskie góry i doliny 😉

Do tego właściciele mieszkanka są przeuroczym małżeństwem które stara się zadbać o wszystkie szczegóły! Dostajemy nawet od nich świeże czereśnie oraz wyposażoną w podstawowe produkty żywnościowe lodówkę! Nawet różowe wino! 😀

Pomimo wczesnego wieczoru my nie wyruszamy w trasę tylko go w spędzamy w naszym zacisznym ogródku parząc sobie wymyślne herbatki i spokojnie czytając książki. Potem wino z przekąskami na sen 🙂

 

Dzień 2.

Poranek zaczynamy od ładnego śniadania i wyznaczenia trasy podróży. Planujemy zwiedzić kilka miasteczek poleconych przez francuskich znajomych pana M. Sami znajdujemy też ciekawą opcję z francuskim kolorado, ale o tym za chwilę 😉

Pierwszym punktem programu jest Reillanne, miasteczko w którym mamy zamiar kupić lawendowy miód na lokalnym targu (polecają nam to miejsce nasi gospodarze).

Miasteczko jest czarujące! Nie tylko natrafiamy na „marché” ale i rónież na jakieś święto! Wszędzie muzyka i śpiew, otwierają się stoiska z  festynowym jedzeniem i napojami, szykują się większe koncerty. Poprzebierani ludzie za jednorożco-kozy w białych ubraniach jeżdżą w kolumnach na jednokołowych rowerkach 😀 Miasteczko tętni życiem!

Wspinamy się obowiązkowo na najwyższy punkt miasta, który uwieńczony jest małym kościółkiem i konsumujemy tam zakupiony na targu obiadek w towarzystwie milusińskiego kociaka :). Szybki i treściwy lunch dla dwójki za niecałe 5€! Smażone ziemniaczki i kiełbaski, pychota!DSC03089

DSC03117

Kolejny punkt programu to Le Colorado Provençal. Na miejscu okazuje się, że trzeba skorzystać z płatnego parkingu oddalonego znacznie od miejsca fikuśnych czerwonych skał. Przyjemność ta kosztuje nas 4€. Dostajemy jednak plan z trzema trasami które mają nas zaprowadzić do tych wybryków cudów natury. Czaka nas więc niezapowiedziane 2 godzinne wędrowanie po leśnych ścieżkach. Nie narzekamy 🙂 a piękne widoki przysłaniają umorusane czerwonym pyłem białe trampki 😉

Czas na miasteczko słynące z okalających je pól lawendy! Sault. Niestety jesteśmy tydzień za wcześnie i lawenda nie kwitnie w tym rejonie tak intensywnie lub wcale.. Dlatego z zdjęć fioletowych pól tutaj nie będzie 😉 Zakupujemy tutaj za to śliczne lawendowe mydełka 🙂 oraz zajadamy pyszna pizzę przy głównym tarasie widokowym, zakupioną z… ciężarówki z piecem do pizzy 😉 Szczerze polecam tę „restauracje” 😉

W planach było zdobycie szczytu Mont Ventoux,  przez który przechodzi trasa „Tour de France” Odpuściliśmy sobie jednak ten punkt programu z powodu wiatru który się rozhulał oraz obawy przed przejechaniem jednego z zapalonych kolarzy który mógł nam niespodziewanie wyskoczyć zza zakrętu spiralnych uliczek. Wybraliśmy więc podziwianie górskich szczytów ze znajdującego się nieopodal czarującego miasteczka Brantes! Gdzie skusiliśmy się na wino na tarasie jedynej otwartej tam restauracji z najpiękniejszym widokiem na świecie ❤

DSC03216

Wieczorem podziwiamy zachodzące słońce i standardowo raczymy się wspólnie winem 🙂

Dzień. 3

Zwiedzamy Rousillon, czyli miasteczko na czerwonych skałach 😉 Wstęp do wytyczonego terenu na którym znajduje się specjalnie przystosowana dla turystów trasa , kosztuje 2,5€ od osoby, może być 😉 Muszę jednak przyznać, że fajniej było wspinać się po tych czerwono-pomarańczowych skałach bez żadnych ograniczeń w Le Colorado pravançal, co nie zmienia jednak faktu, że i tym razem atrakcja naprawdę mi się podobała 🙂

Samo miasteczko również jest urocze chociaż bardziej turystyczne od ostatnio odwiedzanych przez nas miejsc.

Kolejne miasteczko to Gordes. W tym miejscu  konsumujemy nasz pierwszy i jedyny lunch w restauracji z czego jestem bardzo zadowolona, bo ograniczenie takowych wyjść znacznie zmniejszyło koszta wyjazdu 😉 Zajadamy gnochi z domowym pesto z cukinii, przepijajac belgijskim piwkiem, mniam.

Tutaj muszę koniecznie zaznaczyć, by udać się na drugi koniec miasta w celu zobaczenia jak wioska prezentuje się z zewnątrz! My przegapiliśmy ten obrazek i dopiero cykaliśmy fotki na szybko z samochodu, ale to nie to samo. Dlatego następnego dnia, jadąc do Avignon, wybraliśmy dłuższą trasę by nadrobić ten obowiązkowy punkt zwiedzania Gordes! Prezentuje się prześlicznie, czyż nie? ❤

New Image

Fontaine-de-Vaucluse ta miejscowość słynie z bijącego ze skał pięknego źródła. I to w sumie tylko z tego. Wzdłuż trasy prowadzącej do „fontanny” mijamy pełno restauracji ciągnących się wzdłuż zielonej wody ❤ Woda w prawdzie jest krystalicznie czysta jednak zielona roślinność pod taflą rzeki daje ten niesamowity efekt. Po długiej drodze wreszcie znajdujemy się u podnóża góry skąd ma tryskać szalony wulkan wodny. Jednak zastajemy jedynie niebieskie jeziorko, które można zobaczyć przechodząc przez drewniany płotek, odgradzający turystów od szalonych fal energicznie bijącego źródła. Tak, trafiliśmy na porę suchą 😉 Taki feler.

Zmęczeni słońcem obieramy na chybił trafił jakiś punkt na mapie i postanawiamy zakończyć ten dzień w Oppède. Na miejscu jednak dopiero orientujemy się, że jest to nazwa ogólna gminy z kilkoma domami na krzyż, na próżno więc szukamy czarujących uliczek. Zahaczamy jedynie o piekarnię zaopatrując się w pieczywo na wieczór 🙂

Niezniechęceni wybieramy więc kolejny punkt na mapie, gdyż za wczesna jest pora by jechać do domu. Tym razem pada na Bonnieux. Strzał w dziesiątkę! Nie dość, że znajdujemy tam sklep spożywczy gdzie możemy uzupełnić podstawowe zapasy to jeszcze mamy przyjemność podziwiać przepiękną panoramę ze szczytu miasteczka. Oczywiście uwieńczonego kościółkiem 😉

DSC03498

Wieczorem rozkochuję się w widoku zachodzącego słońca przy polu zboża obok naszego gospodarstwa oraz fotografuję z zapałem lawendę 😉

lawww

Dzień 4.

Dzień czwarty to Avignon. Ostatnie tylko jeszcze spojrzenie na nasze gospodarstwo ❤

DSC03597

Jednak zanim się tam dostaniemy, udajemy się na odhaczenie obowiązkowej atrakcji w Gordes, jak wspominałam powyżej 😉 Natrafiamy tam na „marche” w którego centrum się znajdujemy. Samochodem. Wśród ciasno ustawionych straganów oraz tłumem bujających w obłokach przechodniów ;]

Ładnie zaplanowana podróż pozwala nam spokojnie zdążyć na czas oddać samochód oraz idealnie złapać pociąg który zawozi nas do centrum. Tak, niestety dworzec TGV jest dość znacznie oddalony od centrum miasta, jednak wystarczy 1,6€ na bilet by po 10 minutkach znaleźć się tam gdzie chcemy 😉 Pogoda jest fenomenalnie upalna, a plecaki nie umilają nam spaceru wśród zatłoczonych uliczek miasta. W sumie to odhaczamy najważniejsze punkty turystyczne jakimi jest „Palais des Papes” (pałac papieży) oraz Pont Saint-Bénézet (słynny most w Avignonie). Trochę włóczymy się po centrum, trochę przysypiamy na ławce w parku 😉 Ale nie przeszkadza nam to zbytnio. Zobaczyliśmy to co chcieliśmy i odpoczywamy.

DSC03632

Wieczorem nawet udaje nam się obejrzeć mecz Polska-Ukraina, dzięki mojej osobie skromnie mówiąc 😉 Trudno było bowiem znaleźć bar który by nie puszczał lecącego w tym samym czasie meczu z udziałem Niemców 😉

Kończymy naszą krótką wycieczkę po Francji pięknym widokiem zachodzącego słońca na tle rozległych pół i górujących na horyzoncie Alp, obserwowanych z okna pociągu ❤
Kocham ten widok.

Reklamy

One thought on “Prowansja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s